syndrom ostatniej wieczerzy-czyli dlaczego nie warto zaczynać diety ,,od poniedziałku?,,
Która z Nas nie padła ofiarą pułapki myślenia “od jutra dieta? No to dzisiaj poszaleję!”?
Problem tkwi w tym, że czas na szaleństwa miałyśmy już wcześniej, nadprogramowe kilogramy nie pojawiły się z powietrza i każdy dodatkowy dzień spożywania ulubionych łakoci bez opamiętania, cofa Nas o kilka kroków wstecz od upragnionej sylwetki.
Pułapka ta ma swoją nazwę. Jest to Syndrom Ostatniej Wieczerzy. Polega on na zjedzeniu wszystkiego tego, czego mamy zamiar odmówić sobie “na diecie”. Każdy zakamarek, gdzie znajduję się coś pysznego, musi być opróżniony! Od jutra suchary z wodą i brokułem! I tak w efekcie robimy trzy kroki w tył, zanim w ogóle zaczniemy.
Jak podejść do tego wszystkiego zadaniowo i logicznie?
1. Nie zaczynaj od poniedziałku.
Jeśli już postanowiłaś zacząć swoją przygodę z kształtowaniem sylwetki, ZACZNIJ W TYM MOMENCIE. JUŻ, TERAZ. Nie od jutra, nie od poniedziałku.
2. Pozbądź się zapasów ulubionych, mało wartościowych produktów - w inny sposób, niż zjedzenie ich.
Nie ważne jak silną wolę masz teraz, zmęczona po pracy możesz już nie być taka silna. Jeśli nie będziesz miała danego produktu w domu, to go nie zjesz. Możesz pójść do sklepu, ale gwarantuję Ci, że raczej tego nie zrobisz. A jak już znajdziesz w sobie tyle zaparcia, to przynajmniej zażyjesz dodatkowej aktywności w postaci spaceru.
Uwaga! Nie masz rezygnować z produktów rekreacyjnych! Batonik, chipsy, kolacja ze znajomymi – na to wszystko jest czas i miejsce.
Ważne, by unikać pokus na codzień, a z przyjemności korzystać z umiarem.
3. Nie zakładaj, że Twoje życie, dzień i menu zmieni się teraz o 180 stopni.
Po prostu będziesz jeść mądrzej, odrobinę mniej i więcej się ruszać. Nie wywracaj życia do góry nogami. Możesz jeść podobnie jak do tej pory. To, co się zmieni to ilość spożywanych kalorii i jakość produktów. Schabowego smażonego na smalczyku i frytki z oleju wystarczy zamienić na pierś z kurczaka smażoną na oleju PAM i frytki z piekarnika w towarzystwie świeżych warzyw. Kanapki z masłem i serem żółtym na kanapki z twarożkiem, awokado i serem Piórko. Tradycyjną czekoladę na czekoladę z mniejszą zawartością tłuszczu i cukru… . Żyjemy w czasach, gdzie “bycie fit” jest banalnie proste. Wystarczy chcieć.
4. Skup się na wyrabianiu nawyków, nie na obsesyjnym chudnięciu.
Żeby schudnąć wystarczy być w deficycie kalorycznym. Jeść mniej i ruszać się więcej. Każdy jest w stanie znaleźć w sobie tyle silnej woli, być kilka miesięcy trzymać się określonej rozpiski dietetyczno – treningowej. Tylko, co dalej? Co jeśli okaże się, że niczego się nie nauczyłaś, a tylko ślepo parłaś do przodu, w duchu modląc się, by to był już koniec?
Potraktuj czas kształtowania sylwetki jako okres, w którym możesz się czegoś dowiedzieć – o żywieniu, treningu, o swoim ciele i preferencjach kulinarnych. Wyrób nawyki (np. trenowanie, spacery, czytanie etykiet, picie wody itp.), które pomogą utrzymać Ci wypracowane efekty.
Nawyki pomogą Ci cieszyć się sylwetką bez efektu jojo lata, a nie tylko jedno lato.
5. Ustal czas redukcji.
Pomoże Ci to uniknąć myślenia, że całe to odchudzanie nigdy się nie skończy.
Dodatkowo nie możesz być wiecznie w deficycie energetycznym! Odchudzanie dla naszego organizmu to stres – a w życiu codziennym raczej większość z nas na jego brak nie narzeka.
Jeśli wyznaczony termin minie, a Ty wciąż będziesz niezadowolona, możesz zrobić tak zwany “diet break” i wyjść na zero kaloryczne (pułap kalorii, gdzie nie będziesz ani chudnąć, ani tyć”. Po 2 tygodniach możesz wrócić do redukowania zbędnej tkanki tłuszczowej.
Kontakt
- fitpiwnica@gmail.com
- 791 607 288

































